Litwa

Kulturą Litwy Kolberg zainteresował się w latach czterdziestych. W roku 1846 przygotował i uzyskał zezwolenie cenzury na publikację O pieśniach litewskich i melodie do pieśni litewskich wydrukowaną w roku następnym w czasopiśmie „Dzwon Literacki”.

Wówczas Kolberg nie znał języka litewskiego, więc wydając zaledwie 11 pieśni z 15 melodiami, skorzystać musiał z pomocy dwóch informatorów i tłumaczy. Publikując 10 lat później Pieśni ludu litewskiego korzystał z pomocy księdza Lucjana Godlewskiego i Mikołaja Akielewicza, tłumacza, badacza języka i historii Litwy. Kontakty Kolberga z tym ostatnim były dość bliskie; obydwaj planowali też na wiosnę 1857 roku wspólną wyprawę na Litwę i Żmudź, która wówczas nie doszła do skutku.

Kolberg wyjechał jednak na Litwę w celach badawczych najprawdopodobniej w 1858 roku; odwiedził wówczas następujące miejscowości: Kalwarię, Mariampol, Sejny i okolice Simna. Przywieziony materiał, który sam określił jako „plon niezbyt obfity, bo czasu na więcej nie starczyło” dał do przejrzenia i przetłumaczenia na język polski Akielewiczowi.

Lud:
W obyczajach Litwini wiele mają podobieństwa z Rusinami; mieszkania ich, jak i tamtych, są bez okien i komina, a zatem są to, jak je nazywać zwykli, kurne chaty, to jest: dymem napełnione. Przemysłu nie znają; pijaństwo jest ich główną zakałą, a licznie zasiedleni między nimi Żydzi utrzymują, dla własnego zysku, ten opłakany włościan pociąg. Jedna tylko pruska Litwa nieco wolniejsza od tej plagi, bo nie masz w niej wkorzenionego żydostwa. Przyczyna tego odnosi się aż do czasów zakonu krzyżackiego, albowiem wtenczas pod karą śmierci nie mógł się Żyd na pruskiej ziemi pokazać. W późniejszym czasie sprowadzili się wprawdzie Żydzi do Prus, ale już w mniejszej liczbie. (tom 53, str. 23)

Febra jest duchem wędrującym od jednej do drugiej osoby. Duch nocny zwany słogūtjé (dusiciel) nie daje pokoju śpiącym. Przychodzi do łóżka, kładzie się śpiącemu na piersi i mocno go dusi. Śpiący ma wszelką przytomność, ale zostaje pozbawiony sił; może tylko jęczyć. Wtedy jedyny środek pozbycia się tego ciemiężcy: ruszać wielkim palcem prawej nogi, lub jeżeli kto razem śpi z napadniętym, winien natychmiast mu uderzyć pięścią w piersi, skoro jęk usłyszy. Że są to ataki krwi, jakie napadają na śpiących na wznak, zbytecznym jest o tym wspominać.
Opowiadało mnie kilku Litwinów, że im się zdarzyło złowić tego ducha. Jest to coś szorstkiego, na kształt ogona końskiego; po schwyceniu natychmiast wymyka się z rąk. (tom 53, str. 25)

Nadmienić wypada o pojęciach ni to kosmogonicznych, przypuszczających panowanie dwu bogów. Takie przynajmniej krążą gadki, że gdy Bóg stworzył człowieka, diabeł małpę, gdy Bóg psa, diabeł wilka, gdy Bóg żabę, diabeł ropuchę itp.; słowem, każdy twór doskonały, pochodzący z rąk Boga, ma sobie odpowiedni, skoślawiony, niepiękny i niedobry, a będący dziełem diabła. (tom 53, str. 28)


Uosobiona śmierć zowie się po litewsku giltyne; przetłumaczyłbym to na polski: żądlica. Jest to niewiasta w miejsce języka posiadająca żądło, którym wysysa jak z trupów i nim zatruwa żyjących. Kładą się więc do trumny nożyce, aby umarły, który także żyje, ucinał żądło tej przeklętej jędzy, jeśliby z niego truciznę wysysała. (tom 53, str. 150)


Nie ze wszystkich stworzeń wynika korzyść; są i takie, że więcej z nich szkody na świecie aniżeli pożytku, a to mianowicie z takich, które za karę z ludzi zamienione zostały w zwierzęta. Oto np. kret, który tyle zmartwienia przyczynia gospodarzom podminowując im łąki swymi kretowinami, był to kiedyś chłop. Zuchwały z natury, nie chciał usłuchać rozkazu Pana Boga i nie poszedł z innymi naprawiać gościńca. Został więc kretem i dziś musi wiecznie się ryć pod ziemią, a jeżeli się poważy wyjrzeć na świat boży i stanąć na ścieżce przez ludzi utorowanej, natychmiast przypłaca to życiem. (tom 53, str. 367)


Podają za rzecz najpewniejszą, że bocian jest z człowieka. Kiedyś, na początku świata, Pan Bóg widząc, że na ziemi namnożyło się gadów, żab i różnego robactwa bez liku, postanowił je wytępić. Zebrał więc całą czeredę do skórzanego worka, zawiązał i kazał człowiekowi wrzucić do morza. Ale człowiek zdjęty ciekawością, że się w tym worku coś ruszało, rozwiązał i zajrzał; gady zaś, korzystając z tej chwili, powyskakiwały i na nowo się porozłaziły po ziemi. Człowiek przestraszony pobiegł czym prędzej do Pana Boga opowiedzieć co się stało. Pan Bóg mocno się zgniewał i wziąwszy głownię, bo właśnie grzał się przy ogniu, uderzył go i powiedział: a bądźże teraz bocianem i zbieraj to, coś porozpuszczał. Człowiek stał się ptakiem, a że się wówczas zesmolił od głowni, więc zostały mu na zawsze czarne pióra w ogonie i skrzydłach. (tom 53, str. 367)


Ciekawa jest historia wierzby. Wierzba była niegdyś niewiastą, która miała nadzwyczaj liczne potomstwo, gdyż z niesłychaną łatwością wydawała je na świat. Z rąk, z nóg, z głowy, zewsząd wypadały jej dzieci. Ziemia, która przedtem była uważana jako najpłodniejsza z matek, pozazdrościła jej tego daru, i raz, gdy kobieta szła przez mokrą łąkę, uchwyciła ją za nogi i już puścić nie chciała. Tamta ugrzęzła na zawsze i stała się wierzbą, a dzięki swej wrodzonej płodności po wszystkich wsiach się rozkrzewiła. (tom 53, str. 369)


Mówią, że febry jest dwanaście sióstr, które z nich każda ma inne imię; kto wie wszystkich imiona, ten najskuteczniej leczyć może. Pisze jej imię na karteczce i tę zwinąwszy, na nitce wiesza na szyi chorego. Widziałem jak na jednej było napisane:
Etbraębranda (takie imię febry)
Etbraębrand
Etbraębran
Etbraębra
Etbraębr
Etbraęb
Etbraę
Etbra
Etbr
Wypisujący wystrzyga ukośnie, jak ten napis, karteczkę, zwija i związuje nitką, nie pozwalając zaglądać do niej. Choć już febra i ustanie, lecz tak zwiniętą wrzucić na ogień. Jeżeli trafił na febrę tego imienia – porzuci, a nie – to nie pomoże. (tom 53, str. 373)


Starzy pamiętają jeszcze śpiewaków miejskich wieczornych. Prowadził ich zwykle organista; był on ich prymier i prewodytor. Towarzyszyło mu kilku śpiewaków mających ochotę do wokału; najmłodszy śpiewał dyszkant. Chodzili oni po mieście i na powinszowanie jakiego solenizanta lub narzeczonej pary hukali po sieni lub na ulicy tę i ową pieśń znaną lub nowo skoncypowaną. Za to odbierali wynagrodzenie; nieraz z góry z drugiego czy trzeciego piętra spadał dla nich jak gwiazdka zapalony kawałek papieru, a w nim zawinięty talar, a czasem i dukat. (I. Chodźko, Obrazy litewskie. S. V Dworki na Antokolu, T. 1 s. 36) (tom 53, str. 352)


Żałobki:
Wielkim są zasiłkiem dla duchownych nabożeństwa żałobkami zwane, które się odbywają w ciągu całego roku, najbardziej zaś w jesiennych miesiącach. Litwini, co lat kilka, niektórzy nawet corocznie, poczytują sobie za powinność wznawiać pamiątkę śmierci rodziców i bliskich krewnych swoich. Na ten koniec zamawiają zawczasu msze święte, przybywają sami do kościoła i nagrodziwszy księży, obdarzają miejscowych ubogich jałmużną.
Gdyby tylko na tym kończyły [się] żałobki, zwyczaj modlenia się za zmarłych byłby pożytecznym i zbawiennym. Ale niestety. Z nimi połączone są uczty w domu, które dziesięć razy więcej kosztują niż wydatek na sprawienie nabożeństwa w kościele. Rozsądni i gorliwi plebani potrafili już miejscami sprostować to zboczenie, wskazując parafianom, na czym w duchu religii zasadza się skuteczność niesionej pomocy duszom wiernych. (B. Butkiewicz, Władysławów…, „Pamiętnik Religijno-Moralny” 1849 T. 16 s. 308.) (tom 53, str. 162)


Przesądy:
5.Kiedyby brzemienna kobieta jadła jaskółkę, urodzi ślepe dziecię, a jedząca dorżniętego cielęcia mięso wyda na świat dziecko, które całe życie będzie ślinić i spluwać ustawicznie.
35.Kuma wioząca dziecko do chrztu św. wystrzega się w drodze wysiadać z wozu dla oddania moczu, gdyż dziecko będzie się moczyć w pościeli przez całe życie. Powracając po ochrzczeniu, już to nie szkodzi.
52.Dziewczyna, chcąc się dowiedzieć czy wyjdzie tego roku za mąż, w kucję w nocy idzie do obory i kogo pierwej namaca, wołu czy krowę: wół zamęście, a krowa dziewictwo oznacza.
61.Narzeczona przy ślubie, gdy ksiądz stułą ręce zwiąże, zastępuje przyszłemu mężowi na nogę, aby jej nad nim władza była.
171.Broń Boże, kura ozwie się głosem podobnym do koguciego piania, niezawodna przepowiednia, że w tym domu szkoda będzie. Temu zapobiegając, biorą tę kurę i od ławy za stołem do progu przekulając ją przez głowę, mierzą; jeżeli ostatnie przewrócenie przypadnie głową u progu, to znaczy, że na swoją biedę zapiała; wówczas, choćby jedna tylko była u gospodyni, głowę jej ucinają i – do garnka; jeżeli zaś ogonem domierza do progu, to na czyjąś biedę z domowników; wówczas temu się zapobiega ucięciem jej ogona, tak jak wprzód ucięciem głowy zapobiegło się klęsce głowy familii.
246.Ujrzawszy raz pierwszy z wiosny bociana, trzeba natychmiast usiąść na ziemi w tym samym miejscu, gdzie stał lub szedł. Przez co siew zapewnia spor w gospodarstwie; inaczej poszło by wszystko na opak, zwłaszcza co do pożywienia: garnek po garnku będzie się tłukł, potrawy nie syte, niesmaczno się ugotują albo przesolą, albo przydymią.
310.Paznokcie obrzynając trzeba wrzucać w ogień (inni jeszcze coś szepcą), aby nie zaginęły. Przydadzą się one później, gdy po śmierci trzeba będzie wdzierać się na górę stromą i skalistą (może Anafielas). A jeśli będą rzucone nieuważnie, złe duchy je zabiorą i zrobiwszy sobie z nich kapelusze, będą naśmiewać się z tych ludzi, gdy nie zdołają wedrzeć się na górę, a później, zmordowane próżnym usiłowaniem, dadzą się pojmać onym.
(tom 53, str. 381-411)